| <<O>> Difference Topic EdwardSakowski (r1.2 - 06 Aug 2004 - MariuszNowostawski) |
| Added: | |
| > > |
|
| Changed: | |
| < < | CZASU, AKCJI I OSOBY |
| > > |
CZASU, AKCJI I OSOBY |
| Changed: | |
| < < | |
| > > |
|
| Changed: | |
| < < | |
| > > |
|
| Changed: | |
| < < | |
| > > |
|
| Changed: | |
| < < | … Poszybował nisko nad wodą Jakby chciał się przejrzeć w jej toni I przepadł gdzieś za horyzontem A ja? Zostałem sam Cięzki jak kamień Od lat w tym samym miejscu Z jakimś nieopisanym smutkiem Bo… Wydało mi się nagle Że przez moment Razem dzieliliśmy Odrobinę życia Drgającego między nami Na delikatnej pajęczyne Utkanej przez słońce I misternie zaplątanej |
| > > |
… Poszybował nisko nad wodą Jakby chciał się przejrzeć w jej toni I przepadł gdzieś za horyzontem A ja? Zostałem sam Cięzki jak kamień Od lat w tym samym miejscu Z jakimś nieopisanym smutkiem Bo… Wydało mi się nagle Że przez moment Razem dzieliliśmy Odrobinę życia Drgającego między nami Na delikatnej pajęczyne Utkanej przez słońce I misternie zaplątanej |
| Added: | |
| > > |
|
| Changed: | |
| < < | Po latach Które nie wiem jak Przeciekły mi przez palce Pewnego dnia Ptak wrócił … Przysiadł zmęczony na mokrym kamieniu I ciężkie powieki przyniosły upragniony sen Kołysany szumem fal Rozpostarte skrzydła Oparły sie o piasek A wiatr od czasu do czasu Dmuchał w delikatne pióra Z nadzieją poderwania ich Do następnego lotu Nie wiedząc że on już dawno Szybował pośród Srebrzystego pyłu gwiazd Co ukradkiem Zerkały na niego Z podziwem i zazdrością Jaka lekkość i swoboda lotu A przyłapane na tej myśli Okryte wstydem Pośpiesznie gasły Jedna po drugiej Ustepując miejsca Jasności następnego dnia |
| > > |
Po latach Które nie wiem jak Przeciekły mi przez palce Pewnego dnia Ptak wrócił … Przysiadł zmęczony na mokrym kamieniu I ciężkie powieki przyniosły upragniony sen Kołysany szumem fal Rozpostarte skrzydła Oparły sie o piasek A wiatr od czasu do czasu Dmuchał w delikatne pióra Z nadzieją poderwania ich Do następnego lotu Nie wiedząc że on już dawno Szybował pośród Srebrzystego pyłu gwiazd Co ukradkiem Zerkały na niego Z podziwem i zazdrością Jaka lekkość i swoboda lotu A przyłapane na tej myśli Okryte wstydem Pośpiesznie gasły Jedna po drugiej Ustepując miejsca Jasności następnego dnia |
| Changed: | |
| < < | Wykopałem niewielki dół I ostrożnie kładąc drobne ciało Na dnie Poprawiłem pióra tak Aby były gotowe do lotu Gdy przyjdzie na to czas … W ciszy usypiającej powoli Cała okolicę Starając się go nie zbudzić Otuliłem ciepłymi ziarnami piasku Jego sny Pośród których na pewno swobodnie szybował W tylko sobie znanych przestrzeniach Gdzieś ponad światem Co zadziwił się nad tym Jak taki mały ptak Potrafi Tak wspaniale latać … |
| > > |
Wykopałem niewielki dół I ostrożnie kładąc drobne ciało Na dnie Poprawiłem pióra tak Aby były gotowe do lotu Gdy przyjdzie na to czas … W ciszy usypiającej powoli Cała okolicę Starając się go nie zbudzić Otuliłem ciepłymi ziarnami piasku Jego sny Pośród których na pewno swobodnie szybował W tylko sobie znanych przestrzeniach Gdzieś ponad światem Co zadziwił się nad tym Jak taki mały ptak Potrafi Tak wspaniale latać |
| Changed: | |
| < < | Przypływ coraz mocniej Napierał na piaszczysty brzeg Bezwolne fale Posłuszne odwiecznym prawom Unosiły na zmęczonych grzbietach Coraz więcej piany Rozszarpywanej przez wiatr Na setki strzępow fruwajacych Pod niebem … Przez chwilę Poprzez szare światło Rozlane wokół mnie Wydawało mi się że…widzę Jak znowu suszy skrzydła W słońcu… By były gotowe na jeszcze jeden lot … W szumie wody Bawiącej się złocistym piaskiem Wokól moich stóp Poczułem nagle że Ziemia cierpliwie wypatruje Momentu w którym Zacznię odmierzać Moją drogę … Jakie to dziwne uczucie Gdy nagle zdajesz sobie sprawę Że ktoś czeka Na ciebie… Na twój pierwszy ruch … |
| > > |
Przypływ coraz mocniej Napierał na piaszczysty brzeg Bezwolne fale Posłuszne odwiecznym prawom Unosiły na zmęczonych grzbietach Coraz więcej piany Rozszarpywanej przez wiatr Na setki strzępow fruwajacych Pod niebem … Przez chwilę Poprzez szare światło Rozlane wokół mnie Wydawało mi się że…widzę Jak znowu suszy skrzydła W słońcu… By były gotowe na jeszcze jeden lot … W szumie wody Bawiącej się złocistym piaskiem Wokól moich stóp Poczułem nagle że Ziemia cierpliwie wypatruje Momentu w którym Zacznię odmierzać Moją drogę … Jakie to dziwne uczucie Gdy nagle zdajesz sobie sprawę Że ktoś czeka Na ciebie… Na twój pierwszy ruch |
| Changed: | |
| < < | Krople deszczu Spadły na mnie i na jego pióra Przymrużywszy oczy Zasłuchałem się w ich wilgotne pocałunki Wsiąkające wolno w moją skórę A on zatrzepotał skrzydłami Strząsając deszcz kropel Z lśniących piór Jakby nie chciał uwierzyć Że zaczęło padać I powoli pokuśtykał przed siebie Zostawiając na mokrym piasku Ciepłe wspomnienie łap … Patrzyłem za nim ciekawie Po pewnym czasie obejrzał się W moją stronę I śmiesznie przekrzywił głowę Jakby chciał mnie zachęcić… Krzyk wścipskich mew Porwał na moment uwagę pod chmury A kiedy oczy powróciły Na miejsce gdzie wydawało mi się Że czeka na mnie Natrafiły na wodę Chciwie wylizującą jego ostatni ślad … Czyżbym ponownie Stracił przyjaciela Na wieki ? |
| > > |
Krople deszczu Spadły na mnie i na jego pióra Przymrużywszy oczy Zasłuchałem się w ich wilgotne pocałunki Wsiąkające wolno w moją skórę A on zatrzepotał skrzydłami Strząsając deszcz kropel Z lśniących piór Jakby nie chciał uwierzyć Że zaczęło padać I powoli pokuśtykał przed siebie Zostawiając na mokrym piasku Ciepłe wspomnienie łap … Patrzyłem za nim ciekawie Po pewnym czasie obejrzał się W moją stronę I śmiesznie przekrzywił głowę Jakby chciał mnie zachęcić… Krzyk wścipskich mew Porwał na moment uwagę pod chmury A kiedy oczy powróciły Na miejsce gdzie wydawało mi się Że czeka na mnie Natrafiły na wodę Chciwie wylizującą jego ostatni ślad … Czyżbym ponownie Stracił przyjaciela Na wieki ? |
| Changed: | |
| < < | Poranne niebo Słońce rozcięło łukiem tęczy Na dwie barwne połowy swiata Na jeszcze jeden szczęsliwy dzień Wiatr silniejszym podmuchem Porwał z piasku Parę piór Wspomnienie jakiegoś ptaka I cisnął je wysoko pod chmury Gdzie tylko rajskie stwory Mają przywilej przebywania … Brodząc po mokrym błękicie nieba Raz po raz obmywanym Szemrzącymi falami I zanurzając stopy W chłodny puch przygodnych chmur Nie zauważyłem Jak słońce Roztopiło złoto falujące drogą Na leniwie kolyszącej sie wodzie Aż po sam horyzont … Przymrużyłem oczy i Spojrzałem ciekawie Setki blasków wydawały się Czekać na moje stopy … CHODŹ Szepnęło słońce. Rozejrzałem się wokół Nie mając pewności Czy to było rzeczywiście do mnie Ale oślepiony odłamkami promieni Nie mogłem właściwie dojrzeć nikogo Prócz paru ptaków w pobliżu Bijących się o jakiś strzęp… … CHODŹ Szepnęło ponownie słońce. I złożyło delikatny pocałunek Na moich ustach Stałem przez monemt Niepewnie przestępując Z nogi na nogę A po chwili wahania Ciągle zaślepiony Lawiną światła Powoli Ruszyłem Przed siebie … Raz jeden Odwróciłem się w kierunku Brzegu Z nadzieją że jeszcze zobaczę… … Ale tam Woda jak zwykle Nie zwracając uwagi na nic Rysowała dziwne krajobrazy Na pustym skraju piasku … edward sakowski Dunedin |
| > > |
Poranne niebo Słońce rozcięło łukiem tęczy Na dwie barwne połowy swiata Na jeszcze jeden szczęsliwy dzień Wiatr silniejszym podmuchem Porwał z piasku Parę piór Wspomnienie jakiegoś ptaka I cisnął je wysoko pod chmury Gdzie tylko rajskie stwory Mają przywilej przebywania … Brodząc po mokrym błękicie nieba Raz po raz obmywanym Szemrzącymi falami I zanurzając stopy W chłodny puch przygodnych chmur Nie zauważyłem Jak słońce Roztopiło złoto falujące drogą Na leniwie kolyszącej sie wodzie Aż po sam horyzont … Przymrużyłem oczy i Spojrzałem ciekawie Setki blasków wydawały się Czekać na moje stopy … |
| Added: | |
| > > |
CHODŹ Szepnęło słońce. Rozejrzałem się wokół Nie mając pewności Czy to było rzeczywiście do mnie Ale oślepiony odłamkami promieni Nie mogłem właściwie dojrzeć nikogo Prócz paru ptaków w pobliżu Bijących się o jakiś strzęp… |
| Changed: | |
| < < | -- MariuszNowostawski - 05 Aug 2004 |
| > > |
CHODŹ Szepnęło ponownie słońce. I złożyło delikatny pocałunek Na moich ustach Stałem przez monemt Niepewnie przestępując Z nogi na nogę A po chwili wahania Ciągle zaślepiony Lawiną światła Powoli Ruszyłem Przed siebie … Raz jeden Odwróciłem się w kierunku Brzegu Z nadzieją że jeszcze zobaczę… … Ale tam Woda jak zwykle Nie zwracając uwagi na nic Rysowała dziwne krajobrazy Na pustym skraju piasku … %META:FILEATTACHMENT{name="edward.jpg" attr="h" comment="Edward Sakowski - photo" date="1091762935" path="edward.jpg" size="92658" user="MariuszNowostawski" version="1.1"}% |
| <<O>> Difference Topic EdwardSakowski (r1.1 - 05 Aug 2004 - MariuszNowostawski) |
| Added: | |
| > > |
%META:TOPICINFO{author="MariuszNowostawski" date="1091685893" format="1.0" version="1.1"}%
%META:TOPICPARENT{name="WebHome"}%
Home Page of Edward Sakowski.PoezjaTYLKO PTAKI NIE PŁACZĄ Dramat rozpisany na JEDNOŚC MIEJSCA, CZASU, AKCJI I OSOBY CZĘŚCI:
PROLOGTylko ptakiNie płaczą Gdy dzieci ich Wylatują w świat … Tylko ptaki Nie potrafią płakać Na widok pustych Gniazd … Zupełnie jak Nieliczni z nas … PARODOSPonoć jest wyspa na morzuGdzie sny najskrytsze Piękniejsze Niż pozorna rzeczywistość Czas odmierza Rytmem godzin dnia i nocy Tym którzy potrafią rozdzielić Złudę od fantazji A świat pomalowany Łukiem tęczy Zaprasza uśmiechem tych Co go dostrzegają Jest taki skrawek ziemi Za horyzontem Gdzie ślad zostawiony Na mokrym piasku Przetrwa każdy sztorm I opowie twoją historię Przygodnym wędrowcom Błądzącym w poszukiwaniu pocieszenia Ale tylko Niektórzy ludzie Potrafią mówic o tym Dziwnym lądzie Gdzie stale brak Jest miejsca Dla ciebie EPEJSODION INa skraju wody i ziemiPoranne słońce Wychodząc z alkowej Rozpostarło Złotą drodę na jeszcze sennych falach … Chodź ze mną Zagadnęło migoczącymi blaskami Kuszącymi słodko moje stopy Na moment świat zawirował mi w oczach Bezradnie wciskając mnie w miejsce Gdzie stalem Niewiadomo dlaczego Poczułem się zawstydzony Tą propozycją … Nie… nie trzeba A swoją drogą Jak to może być możliwe Parę kroków do przodu I stopy ciężko grzęzną w piasku Jak mam pójść? Nawet gdybym chciał Grzebienie fal Zaśmiały się tysiącem kropel Wyrzuconych pod niebo Spójrz na nas…! I pognały gdzieś przed siebie A kiedy powróciły Na to samo miejsce Nie było śladu drogi i słońca Miałlem złudzenie że światło Obraziło się na mnie Ale ja przecież nie chciałem… Ciągle stercząc w tym samym miejscu Myśl że chyba przegapiłem Jedyną okazję jaką dano mi w życiu Nerwowo Przebiegła grymasem po twarzy I rozpłynęła się bez sladu W morskiej toni Ciekawe dlaczego? STASIMON IPromień słońcarozerwał chmury I zaczął malować figlarne znaki Na mokrym piasku Na szczescie? Na moje życie… Łapczywe fale Jak na złość Porywały kawałki Tych dziwnych obrazów I unosiły je pośpiesznie Jeden Bóg wie gdzie By nadać im sens morskich stworów Czasem powracających na brzeg Karykaturami myśli Dziwacznych i obcych Tylko dlatego że Wyszarpane z mijej jaźni zbyt pośpiesznie Nie miały czasu Nasączyć się istnieniem … opruszone morskim smakiem Rozwieszonym między kryształami Soli Opadały wolno na dno Wyschniętej duszy I rozpływały się cicho W jej pustce Zostawiając po sobie jedyn ie Gorszki smak Niespełnienia EPEJSODION IIPewnego porankaSpotkałem ptaka Nad brzegiem oceanu Rozwiesił skrzydła na wietrze I suszył pióra ze słonej wody Staliśmy jakiś czas razem Spogladając ciekawie na siebie I wodę igrajacą ze słonecznymi blaskami A potem on odleciał… Spłoszony mocniejszym podmuchem wiatru Silniejszą falą? Moim niebacznym gestem … Poszybował nisko nad wodą Jakby chciał się przejrzeć w jej toni I przepadł gdzieś za horyzontem A ja? Zostałem sam Cięzki jak kamień Od lat w tym samym miejscu Z jakimś nieopisanym smutkiem Bo… Wydało mi się nagle Że przez moment Razem dzieliliśmy Odrobinę życia Drgającego między nami Na delikatnej pajęczyne Utkanej przez słońce I misternie zaplątanej W nasze ciała STASIMON IIPo latach Które nie wiem jak Przeciekły mi przez palce Pewnego dnia Ptak wrócił … Przysiadł zmęczony na mokrym kamieniu I ciężkie powieki przyniosły upragniony sen Kołysany szumem fal Rozpostarte skrzydła Oparły sie o piasek A wiatr od czasu do czasu Dmuchał w delikatne pióra Z nadzieją poderwania ich Do następnego lotu Nie wiedząc że on już dawno Szybował pośród Srebrzystego pyłu gwiazd Co ukradkiem Zerkały na niego Z podziwem i zazdrością Jaka lekkość i swoboda lotu A przyłapane na tej myśli Okryte wstydem Pośpiesznie gasły Jedna po drugiej Ustepując miejsca Jasności następnego dniaEPEJSODION IIIWykopałem niewielki dół I ostrożnie kładąc drobne ciało Na dnie Poprawiłem pióra tak Aby były gotowe do lotu Gdy przyjdzie na to czas … W ciszy usypiającej powoli Cała okolicę Starając się go nie zbudzić Otuliłem ciepłymi ziarnami piasku Jego sny Pośród których na pewno swobodnie szybował W tylko sobie znanych przestrzeniach Gdzieś ponad światem Co zadziwił się nad tym Jak taki mały ptak Potrafi Tak wspaniale latać …STASIMON IIIPrzypływ coraz mocniej Napierał na piaszczysty brzeg Bezwolne fale Posłuszne odwiecznym prawom Unosiły na zmęczonych grzbietach Coraz więcej piany Rozszarpywanej przez wiatr Na setki strzępow fruwajacych Pod niebem … Przez chwilę Poprzez szare światło Rozlane wokół mnie Wydawało mi się że…widzę Jak znowu suszy skrzydła W słońcu… By były gotowe na jeszcze jeden lot … W szumie wody Bawiącej się złocistym piaskiem Wokól moich stóp Poczułem nagle że Ziemia cierpliwie wypatruje Momentu w którym Zacznię odmierzać Moją drogę … Jakie to dziwne uczucie Gdy nagle zdajesz sobie sprawę Że ktoś czeka Na ciebie… Na twój pierwszy ruch …EXODOSKrople deszczu Spadły na mnie i na jego pióra Przymrużywszy oczy Zasłuchałem się w ich wilgotne pocałunki Wsiąkające wolno w moją skórę A on zatrzepotał skrzydłami Strząsając deszcz kropel Z lśniących piór Jakby nie chciał uwierzyć Że zaczęło padać I powoli pokuśtykał przed siebie Zostawiając na mokrym piasku Ciepłe wspomnienie łap … Patrzyłem za nim ciekawie Po pewnym czasie obejrzał się W moją stronę I śmiesznie przekrzywił głowę Jakby chciał mnie zachęcić… Krzyk wścipskich mew Porwał na moment uwagę pod chmury A kiedy oczy powróciły Na miejsce gdzie wydawało mi się Że czeka na mnie Natrafiły na wodę Chciwie wylizującą jego ostatni ślad … Czyżbym ponownie Stracił przyjaciela Na wieki ?EPILOGPoranne niebo Słońce rozcięło łukiem tęczy Na dwie barwne połowy swiata Na jeszcze jeden szczęsliwy dzień Wiatr silniejszym podmuchem Porwał z piasku Parę piór Wspomnienie jakiegoś ptaka I cisnął je wysoko pod chmury Gdzie tylko rajskie stwory Mają przywilej przebywania … Brodząc po mokrym błękicie nieba Raz po raz obmywanym Szemrzącymi falami I zanurzając stopy W chłodny puch przygodnych chmur Nie zauważyłem Jak słońce Roztopiło złoto falujące drogą Na leniwie kolyszącej sie wodzie Aż po sam horyzont … Przymrużyłem oczy i Spojrzałem ciekawie Setki blasków wydawały się Czekać na moje stopy … CHODŹ Szepnęło słońce. Rozejrzałem się wokół Nie mając pewności Czy to było rzeczywiście do mnie Ale oślepiony odłamkami promieni Nie mogłem właściwie dojrzeć nikogo Prócz paru ptaków w pobliżu Bijących się o jakiś strzęp… … CHODŹ Szepnęło ponownie słońce. I złożyło delikatny pocałunek Na moich ustach Stałem przez monemt Niepewnie przestępując Z nogi na nogę A po chwili wahania Ciągle zaślepiony Lawiną światła Powoli Ruszyłem Przed siebie … Raz jeden Odwróciłem się w kierunku Brzegu Z nadzieją że jeszcze zobaczę… … Ale tam Woda jak zwykle Nie zwracając uwagi na nic Rysowała dziwne krajobrazy Na pustym skraju piasku … edward sakowski Dunedin -- MariuszNowostawski - 05 Aug 2004 |
| Topic EdwardSakowski . { View | Diffs | r1.2 | > | r1.1 | More } |
|
Revision r1.1 - 05 Aug 2004 - 06:04 GMT - MariuszNowostawski Revision r1.2 - 06 Aug 2004 - 03:33 GMT - MariuszNowostawski |
Copyright © 2003 by the NZDIS Team and contributing authors. All material on this collaboration platform is the property of the contributing authors. Ideas, requests, problems regarding TWiki Send feedback. |