TWiki home TWiki > Pohos > EdwardSakowski (r1.1 vs. r1.2) TWiki webs:
CLife| Know | Main | Pohos | Sandbox | TWiki |
Pohos . { Changes | Index | Search | Go }
 <<O>>  Difference Topic EdwardSakowski (r1.2 - 06 Aug 2004 - MariuszNowostawski)
Added:
>
>

Changed:
<
<

CZASU, AKCJI I OSOBY

>
>

CZASU, AKCJI I OSOBY

Changed:
<
<

>
>


Changed:
<
<

>
>


Changed:
<
<

>
>


Changed:
<
<

Poszybował nisko nad wodą Jakby chciał się przejrzeć w jej toni I przepadł gdzieś za horyzontem A ja? Zostałem sam Cięzki jak kamień Od lat w tym samym miejscu Z jakimś nieopisanym smutkiem Bo…

Wydało mi się nagle Że przez moment Razem dzieliliśmy Odrobinę życia Drgającego między nami Na delikatnej pajęczyne Utkanej przez słońce I misternie zaplątanej

>
>



Poszybował nisko nad wodą
Jakby chciał się przejrzeć w jej toni
I przepadł gdzieś za horyzontem
A ja?
Zostałem sam
Cięzki jak kamień
Od lat w tym samym miejscu
Z jakimś nieopisanym smutkiem
Bo…

Wydało mi się nagle
Że przez moment
Razem dzieliliśmy
Odrobinę życia
Drgającego między nami
Na delikatnej pajęczyne
Utkanej przez słońce
I misternie zaplątanej

Added:
>
>


Changed:
<
<

Po latach Które nie wiem jak Przeciekły mi przez palce Pewnego dnia Ptak wrócił

Przysiadł zmęczony na mokrym kamieniu I ciężkie powieki przyniosły upragniony sen Kołysany szumem fal Rozpostarte skrzydła Oparły sie o piasek A wiatr od czasu do czasu Dmuchał w delikatne pióra Z nadzieją poderwania ich Do następnego lotu Nie wiedząc że on już dawno Szybował pośród Srebrzystego pyłu gwiazd Co ukradkiem Zerkały na niego Z podziwem i zazdrością Jaka lekkość i swoboda lotu A przyłapane na tej myśli Okryte wstydem Pośpiesznie gasły Jedna po drugiej Ustepując miejsca Jasności następnego dnia

>
>

Po latach
Które nie wiem jak
Przeciekły mi przez palce
Pewnego dnia
Ptak wrócił



Przysiadł zmęczony na mokrym kamieniu
I ciężkie powieki przyniosły upragniony sen
Kołysany szumem fal
Rozpostarte skrzydła
Oparły sie o piasek
A wiatr od czasu do czasu
Dmuchał w delikatne pióra
Z nadzieją poderwania ich
Do następnego lotu
Nie wiedząc że on już dawno
Szybował pośród
Srebrzystego pyłu gwiazd
Co ukradkiem
Zerkały na niego
Z podziwem i zazdrością
Jaka lekkość i swoboda lotu
A przyłapane na tej myśli
Okryte wstydem
Pośpiesznie gasły
Jedna po drugiej
Ustepując miejsca
Jasności następnego dnia

Changed:
<
<

Wykopałem niewielki dół I ostrożnie kładąc drobne ciało Na dnie Poprawiłem pióra tak Aby były gotowe do lotu Gdy przyjdzie na to czas …

W ciszy usypiającej powoli Cała okolicę Starając się go nie zbudzić Otuliłem ciepłymi ziarnami piasku Jego sny Pośród których na pewno swobodnie szybował W tylko sobie znanych przestrzeniach Gdzieś ponad światem Co zadziwił się nad tym Jak taki mały ptak Potrafi Tak wspaniale latać

>
>

Wykopałem niewielki dół
I ostrożnie kładąc drobne ciało
Na dnie
Poprawiłem pióra tak
Aby były gotowe do lotu
Gdy przyjdzie na to czas


W ciszy usypiającej powoli
Cała okolicę
Starając się go nie zbudzić
Otuliłem ciepłymi ziarnami piasku
Jego sny
Pośród których na pewno swobodnie szybował
W tylko sobie znanych przestrzeniach
Gdzieś ponad światem
Co zadziwił się nad tym
Jak taki mały ptak
Potrafi
Tak wspaniale latać

Changed:
<
<

Przypływ coraz mocniej Napierał na piaszczysty brzeg Bezwolne fale Posłuszne odwiecznym prawom Unosiły na zmęczonych grzbietach Coraz więcej piany Rozszarpywanej przez wiatr Na setki strzępow fruwajacych Pod niebem

Przez chwilę Poprzez szare światło Rozlane wokół mnie Wydawało mi się że…widzę Jak znowu suszy skrzydła W słońcu… By były gotowe na jeszcze jeden lot

W szumie wody Bawiącej się złocistym piaskiem Wokól moich stóp Poczułem nagle że Ziemia cierpliwie wypatruje Momentu w którym Zacznię odmierzać Moją drogę

Jakie to dziwne uczucie Gdy nagle zdajesz sobie sprawę Że ktoś czeka Na ciebie… Na twój pierwszy ruch

>
>

Przypływ coraz mocniej
Napierał na piaszczysty brzeg
Bezwolne fale
Posłuszne odwiecznym prawom
Unosiły na zmęczonych grzbietach
Coraz więcej piany
Rozszarpywanej przez wiatr
Na setki strzępow fruwajacych
Pod niebem



Przez chwilę
Poprzez szare światło
Rozlane wokół mnie
Wydawało mi się że…widzę
Jak znowu suszy skrzydła
W słońcu…
By były gotowe na jeszcze jeden lot



W szumie wody
Bawiącej się złocistym piaskiem
Wokól moich stóp
Poczułem nagle że
Ziemia cierpliwie wypatruje
Momentu w którym
Zacznię odmierzać
Moją drogę



Jakie to dziwne uczucie
Gdy nagle zdajesz sobie sprawę
Że ktoś czeka
Na ciebie…
Na twój pierwszy ruch

Changed:
<
<

Krople deszczu Spadły na mnie i na jego pióra Przymrużywszy oczy Zasłuchałem się w ich wilgotne pocałunki Wsiąkające wolno w moją skórę A on zatrzepotał skrzydłami Strząsając deszcz kropel Z lśniących piór Jakby nie chciał uwierzyć Że zaczęło padać I powoli pokuśtykał przed siebie Zostawiając na mokrym piasku Ciepłe wspomnienie łap

Patrzyłem za nim ciekawie Po pewnym czasie obejrzał się W moją stronę I śmiesznie przekrzywił głowę Jakby chciał mnie zachęcić… Krzyk wścipskich mew Porwał na moment uwagę pod chmury A kiedy oczy powróciły Na miejsce gdzie wydawało mi się Że czeka na mnie Natrafiły na wodę Chciwie wylizującą jego ostatni ślad

Czyżbym ponownie Stracił przyjaciela Na wieki ?

>
>

Krople deszczu
Spadły na mnie i na jego pióra
Przymrużywszy oczy
Zasłuchałem się w ich wilgotne pocałunki
Wsiąkające wolno w moją skórę
A on zatrzepotał skrzydłami
Strząsając deszcz kropel
Z lśniących piór
Jakby nie chciał uwierzyć
Że zaczęło padać
I powoli pokuśtykał przed siebie
Zostawiając na mokrym piasku
Ciepłe wspomnienie łap



Patrzyłem za nim ciekawie
Po pewnym czasie obejrzał się
W moją stronę
I śmiesznie przekrzywił głowę
Jakby chciał mnie zachęcić…
Krzyk wścipskich mew
Porwał na moment uwagę pod chmury
A kiedy oczy powróciły
Na miejsce gdzie wydawało mi się
Że czeka na mnie
Natrafiły na wodę
Chciwie wylizującą jego ostatni ślad



Czyżbym ponownie
Stracił przyjaciela
Na wieki
?

Changed:
<
<

Poranne niebo Słońce rozcięło łukiem tęczy Na dwie barwne połowy swiata Na jeszcze jeden szczęsliwy dzień Wiatr silniejszym podmuchem Porwał z piasku Parę piór Wspomnienie jakiegoś ptaka I cisnął je wysoko pod chmury

Gdzie tylko rajskie stwory Mają przywilej przebywania

Brodząc po mokrym błękicie nieba Raz po raz obmywanym Szemrzącymi falami I zanurzając stopy W chłodny puch przygodnych chmur Nie zauważyłem Jak słońce Roztopiło złoto falujące drogą Na leniwie kolyszącej sie wodzie Aż po sam horyzont

Przymrużyłem oczy i Spojrzałem ciekawie Setki blasków wydawały się Czekać na moje stopy

CHODŹ Szepnęło słońce. Rozejrzałem się wokół Nie mając pewności Czy to było rzeczywiście do mnie Ale oślepiony odłamkami promieni Nie mogłem właściwie dojrzeć nikogo Prócz paru ptaków w pobliżu Bijących się o jakiś strzęp…

CHODŹ

Szepnęło ponownie słońce. I złożyło delikatny pocałunek Na moich ustach Stałem przez monemt Niepewnie przestępując Z nogi na nogę A po chwili wahania Ciągle zaślepiony Lawiną światła Powoli Ruszyłem Przed siebie

Raz jeden Odwróciłem się w kierunku Brzegu Z nadzieją że jeszcze zobaczę…

Ale tam Woda jak zwykle Nie zwracając uwagi na nic Rysowała dziwne krajobrazy Na pustym skraju piasku

edward sakowski Dunedin

>
>

Poranne niebo
Słońce rozcięło łukiem tęczy
Na dwie barwne połowy swiata
Na jeszcze jeden szczęsliwy dzień
Wiatr silniejszym podmuchem
Porwał z piasku
Parę piór
Wspomnienie jakiegoś ptaka
I cisnął je wysoko pod chmury

Gdzie tylko rajskie stwory
Mają przywilej przebywania



Brodząc po mokrym błękicie nieba
Raz po raz obmywanym
Szemrzącymi falami
I zanurzając stopy
W chłodny puch przygodnych chmur
Nie zauważyłem
Jak słońce
Roztopiło złoto falujące drogą
Na leniwie kolyszącej sie wodzie
Aż po sam horyzont



Przymrużyłem oczy i
Spojrzałem ciekawie
Setki blasków wydawały się
Czekać na moje stopy



Added:
>
>

CHODŹ
Szepnęło słońce.
Rozejrzałem się wokół
Nie mając pewności
Czy to było rzeczywiście do mnie
Ale oślepiony odłamkami promieni
Nie mogłem właściwie dojrzeć nikogo
Prócz paru ptaków w pobliżu
Bijących się o jakiś strzęp…

Changed:
<
<

-- MariuszNowostawski - 05 Aug 2004

>
>

CHODŹ
Szepnęło ponownie słońce.
I złożyło delikatny pocałunek
Na moich ustach
Stałem przez monemt
Niepewnie przestępując
Z nogi na nogę
A po chwili wahania
Ciągle zaślepiony
Lawiną światła
Powoli
Ruszyłem
Przed siebie



Raz jeden
Odwróciłem się w kierunku
Brzegu
Z nadzieją że jeszcze zobaczę…



Ale tam
Woda jak zwykle
Nie zwracając uwagi na nic
Rysowała dziwne krajobrazy
Na pustym skraju piasku


%META:FILEATTACHMENT{name="edward.jpg" attr="h" comment="Edward Sakowski - photo" date="1091762935" path="edward.jpg" size="92658" user="MariuszNowostawski" version="1.1"}%


 <<O>>  Difference Topic EdwardSakowski (r1.1 - 05 Aug 2004 - MariuszNowostawski)
Added:
>
>

%META:TOPICINFO{author="MariuszNowostawski" date="1091685893" format="1.0" version="1.1"}% %META:TOPICPARENT{name="WebHome"}%

Home Page of Edward Sakowski.

Poezja

TYLKO PTAKI NIE PŁACZĄ

Dramat rozpisany na JEDNOŚC MIEJSCA, CZASU, AKCJI I OSOBY CZĘŚCI:

    • PROLOG
    • PARODOS
    • EPEJSODION I
    • STASIMON I
    • EPEJSODION II
    • STASIMON II
    • EPEJSODION III
    • STASIMON III
    • EXODOS
    • EPILOG

EDWARD SAKOWSKI DUNEDIN

PROLOG

Tylko ptaki
Nie płaczą
Gdy dzieci ich
Wylatują w świat

Tylko ptaki
Nie potrafią płakać
Na widok pustych
Gniazd


Zupełnie jak
Nieliczni z nas


PARODOS

Ponoć jest wyspa na morzu
Gdzie sny najskrytsze
Piękniejsze
Niż pozorna rzeczywistość
Czas odmierza
Rytmem godzin dnia i nocy
Tym którzy potrafią rozdzielić
Złudę od fantazji
A świat pomalowany
Łukiem tęczy
Zaprasza uśmiechem tych
Co go dostrzegają
Jest taki skrawek ziemi
Za horyzontem

Gdzie ślad zostawiony
Na mokrym piasku
Przetrwa każdy sztorm
I opowie twoją historię
Przygodnym wędrowcom
Błądzącym w poszukiwaniu pocieszenia
Ale tylko
Niektórzy ludzie
Potrafią mówic o tym
Dziwnym lądzie
Gdzie stale brak
Jest miejsca
Dla ciebie

EPEJSODION I

Na skraju wody i ziemi
Poranne słońce
Wychodząc z alkowej
Rozpostarło
Złotą drodę na jeszcze sennych falach



Chodź ze mną
Zagadnęło migoczącymi blaskami
Kuszącymi słodko moje stopy
Na moment świat zawirował mi w oczach
Bezradnie wciskając mnie w miejsce
Gdzie stalem
Niewiadomo dlaczego
Poczułem się zawstydzony
Tą propozycją



Nie… nie trzeba
A swoją drogą
Jak to może być możliwe
Parę kroków do przodu
I stopy ciężko grzęzną w piasku
Jak mam pójść?
Nawet gdybym chciał
Grzebienie fal
Zaśmiały się tysiącem kropel
Wyrzuconych pod niebo
Spójrz na nas…!
I pognały gdzieś przed siebie
A kiedy powróciły
Na to samo miejsce
Nie było śladu drogi i słońca
Miałlem złudzenie że światło
Obraziło się na mnie
Ale ja przecież nie chciałem…
Ciągle stercząc w tym samym miejscu
Myśl że chyba przegapiłem
Jedyną okazję jaką dano mi w życiu
Nerwowo
Przebiegła grymasem po twarzy
I rozpłynęła się bez sladu
W morskiej toni
Ciekawe dlaczego?

STASIMON I

Promień słońca
rozerwał chmury
I zaczął malować figlarne znaki
Na mokrym piasku
Na szczescie?
Na moje życie…
Łapczywe fale
Jak na złość
Porywały kawałki
Tych dziwnych obrazów
I unosiły je pośpiesznie
Jeden Bóg wie gdzie
By nadać im sens morskich stworów
Czasem powracających na brzeg
Karykaturami myśli
Dziwacznych i obcych
Tylko dlatego że
Wyszarpane z mijej jaźni zbyt pośpiesznie
Nie miały czasu
Nasączyć się istnieniem



opruszone morskim smakiem
Rozwieszonym między kryształami
Soli
Opadały wolno na dno
Wyschniętej duszy
I rozpływały się cicho
W jej pustce
Zostawiając po sobie jedyn
ie Gorszki smak
Niespełnienia

EPEJSODION II

Pewnego poranka
Spotkałem ptaka
Nad brzegiem oceanu
Rozwiesił skrzydła na wietrze
I suszył pióra ze słonej wody
Staliśmy jakiś czas razem
Spogladając ciekawie na siebie
I wodę igrajacą ze słonecznymi blaskami
A potem on odleciał…
Spłoszony mocniejszym podmuchem wiatru
Silniejszą falą?
Moim niebacznym gestem

Poszybował nisko nad wodą Jakby chciał się przejrzeć w jej toni I przepadł gdzieś za horyzontem A ja? Zostałem sam Cięzki jak kamień Od lat w tym samym miejscu Z jakimś nieopisanym smutkiem Bo…

Wydało mi się nagle Że przez moment Razem dzieliliśmy Odrobinę życia Drgającego między nami Na delikatnej pajęczyne Utkanej przez słońce I misternie zaplątanej W nasze ciała

STASIMON II

Po latach Które nie wiem jak Przeciekły mi przez palce Pewnego dnia Ptak wrócił

Przysiadł zmęczony na mokrym kamieniu I ciężkie powieki przyniosły upragniony sen Kołysany szumem fal Rozpostarte skrzydła Oparły sie o piasek A wiatr od czasu do czasu Dmuchał w delikatne pióra Z nadzieją poderwania ich Do następnego lotu Nie wiedząc że on już dawno Szybował pośród Srebrzystego pyłu gwiazd Co ukradkiem Zerkały na niego Z podziwem i zazdrością Jaka lekkość i swoboda lotu A przyłapane na tej myśli Okryte wstydem Pośpiesznie gasły Jedna po drugiej Ustepując miejsca Jasności następnego dnia

EPEJSODION III

Wykopałem niewielki dół I ostrożnie kładąc drobne ciało Na dnie Poprawiłem pióra tak Aby były gotowe do lotu Gdy przyjdzie na to czas …

W ciszy usypiającej powoli Cała okolicę Starając się go nie zbudzić Otuliłem ciepłymi ziarnami piasku Jego sny Pośród których na pewno swobodnie szybował W tylko sobie znanych przestrzeniach Gdzieś ponad światem Co zadziwił się nad tym Jak taki mały ptak Potrafi Tak wspaniale latać

STASIMON III

Przypływ coraz mocniej Napierał na piaszczysty brzeg Bezwolne fale Posłuszne odwiecznym prawom Unosiły na zmęczonych grzbietach Coraz więcej piany Rozszarpywanej przez wiatr Na setki strzępow fruwajacych Pod niebem

Przez chwilę Poprzez szare światło Rozlane wokół mnie Wydawało mi się że…widzę Jak znowu suszy skrzydła W słońcu… By były gotowe na jeszcze jeden lot

W szumie wody Bawiącej się złocistym piaskiem Wokól moich stóp Poczułem nagle że Ziemia cierpliwie wypatruje Momentu w którym Zacznię odmierzać Moją drogę

Jakie to dziwne uczucie Gdy nagle zdajesz sobie sprawę Że ktoś czeka Na ciebie… Na twój pierwszy ruch

EXODOS

Krople deszczu Spadły na mnie i na jego pióra Przymrużywszy oczy Zasłuchałem się w ich wilgotne pocałunki Wsiąkające wolno w moją skórę A on zatrzepotał skrzydłami Strząsając deszcz kropel Z lśniących piór Jakby nie chciał uwierzyć Że zaczęło padać I powoli pokuśtykał przed siebie Zostawiając na mokrym piasku Ciepłe wspomnienie łap

Patrzyłem za nim ciekawie Po pewnym czasie obejrzał się W moją stronę I śmiesznie przekrzywił głowę Jakby chciał mnie zachęcić… Krzyk wścipskich mew Porwał na moment uwagę pod chmury A kiedy oczy powróciły Na miejsce gdzie wydawało mi się Że czeka na mnie Natrafiły na wodę Chciwie wylizującą jego ostatni ślad

Czyżbym ponownie Stracił przyjaciela Na wieki ?

EPILOG

Poranne niebo Słońce rozcięło łukiem tęczy Na dwie barwne połowy swiata Na jeszcze jeden szczęsliwy dzień Wiatr silniejszym podmuchem Porwał z piasku Parę piór Wspomnienie jakiegoś ptaka I cisnął je wysoko pod chmury

Gdzie tylko rajskie stwory Mają przywilej przebywania

Brodząc po mokrym błękicie nieba Raz po raz obmywanym Szemrzącymi falami I zanurzając stopy W chłodny puch przygodnych chmur Nie zauważyłem Jak słońce Roztopiło złoto falujące drogą Na leniwie kolyszącej sie wodzie Aż po sam horyzont

Przymrużyłem oczy i Spojrzałem ciekawie Setki blasków wydawały się Czekać na moje stopy

CHODŹ Szepnęło słońce. Rozejrzałem się wokół Nie mając pewności Czy to było rzeczywiście do mnie Ale oślepiony odłamkami promieni Nie mogłem właściwie dojrzeć nikogo Prócz paru ptaków w pobliżu Bijących się o jakiś strzęp…

CHODŹ

Szepnęło ponownie słońce. I złożyło delikatny pocałunek Na moich ustach Stałem przez monemt Niepewnie przestępując Z nogi na nogę A po chwili wahania Ciągle zaślepiony Lawiną światła Powoli Ruszyłem Przed siebie

Raz jeden Odwróciłem się w kierunku Brzegu Z nadzieją że jeszcze zobaczę…

Ale tam Woda jak zwykle Nie zwracając uwagi na nic Rysowała dziwne krajobrazy Na pustym skraju piasku

edward sakowski Dunedin

-- MariuszNowostawski - 05 Aug 2004


Topic EdwardSakowski . { View | Diffs | r1.2 | > | r1.1 | More }
Revision r1.1 - 05 Aug 2004 - 06:04 GMT - MariuszNowostawski
Revision r1.2 - 06 Aug 2004 - 03:33 GMT - MariuszNowostawski
Copyright © 2003 by the NZDIS Team and contributing authors.
All material on this collaboration platform is the property of the contributing authors. Ideas, requests, problems regarding TWiki Send feedback.